|
|
Równowaga budżetowa pierwszym warunkiem reformy walutowej
fragment książki Władysława Grabskiego ''Dwa lata pracy u podstaw państwowości naszej'' fragment rozdziału VI. Równowaga budżetowa pierwszym warunkiem reformy walutowej (...) Jak miała Polska dokonać tego przeskoku do nowej fazy bytu finansowego, opartego o stałą walutę? Ogromny odłam opinii był za próbami w rodzaju austriackiej. O tym, by iść śladami Niemiec, nie myślano, gdyż przykład ten był za świeży i nie wiadomo było jeszcze, czy da trwałe rezultaty. Dziś widzimy, że rentenmarka uratowała Niemcy w okresie najstraszniejszej hiperinflacji, jaką można sobie wyobrazić. Ale zdolna była ona to uczynić dzięki temu tylko, że przyszedł jej w pomoc plan Dawesa2 i szeroki dopływ pożyczek zagranicznych. Gdybyśmy zaprowadzili w Polsce system rentenmarki, czyli gdybyśmy wprowadzili złotego hipotecznego, a pożyczek zagranicznych nie dostali, sytuacja nasza w dalszym rozwoju naszego życia mogła była się stać dla nas znacznie gorsza niż ta, jaka się rozpoczęła w okresie 1925-26, a gdybyśmy przy naszym systemie dostali choć część tych pożyczek, jakie Niemcy otrzymały, to cały nasz plan reformy walutowej okazałby się wcale nie mniej, lecz tylko bardziej solidnym od niemieckiego. Nie chcąc, by Polska poszła po linii planu austriackiego i nie dowierzając planowi niemieckiemu (i słusznie), musiałem iść drogą własnego planu, to jest tego, który nakreśliłem w początkach 1923 roku, tylko w tempie znacznie przyspieszonym. Plan ten był obmyślany w okresie inflacji, a Polska zdążyła się stoczyć już do hiperinflacji. Z tego wyciągnąłem tę konsekwencję, że plan powinien był być przyspieszony, a tempo pracy wzięte nadzwyczaj silne. Stąd od razu postawiłem tezę, że minister skarbu musi być premierem, że musi wszystko inne odstawić na bok i niczym innym się nie zajmować, póki reformy nie przeprowadzi, a Sejm musi mu dać pełnomocnictwa, że danie tych pełnomocnictw będzie równoznaczne ze zobowiązaniem się rządu do całkowitego wykonania programu działania w ciągu określonego terminu (pół roku). Plan mój polegał na tym, żeby pobierać podatek majątkowy w przyspieszonym trybie, tak by starczył on na pokrycie deficytu pierwszych kilku miesięcy. W ciągu zaś tych kilku miesięcy należało dokonać reformy walutowej, która by położyła kres ciągłej groźbie ponownego spadku waluty. Obliczyłem zaś już w początkach 1923 r., że przy stałej walucie równowaga jest zasadniczo możliwa do utrzymania, byleby postawić nasze koleje tak, aby do nich nie dopłacać, oraz byleby rozwinąć dochodowość naszych monopoli. Z góry zatem podatkowi majątkowemu wyznaczyłem z półrocza na półrocze coraz mniejszą rolę, a dochodom z monopoli coraz większą. Jako rezerwę skarbową widziałem dochód, który samo przeprowadzenie reformy walutowej miało wytworzyć. Dochód ten nie stanowił dla mnie nigdy żadnej tajemnicy. Wiele innych osób sądziło, że reforma wymaga nakładów, wymaga kapitału rezerwowego. Ja zaś odwrotnie — zdawałem sobie jasno sprawę, że reforma stworzy kapitał rezerwowy, gdyż wykup marek wobec hiperinflacji musi pochłonąć mniej środków niż te, jakie skarb z reformy uzyskać może i powinien. Na wykup marek starczyło złoto, a zatem bilon i bilety zdawkowe, które były koniecznym czynnikiem składowym obiegu, stanowiły dochód nadzwyczajny skarbu, na pierwsze lata po wprowadzeniu reformy wystarczający. W planie moim środki te powinny były posłużyć jako rezerwa aż do czasu, gdy bądź otrzymamy większe pożyczki zagraniczne, bądź podniesiemy dochody z monopoli do najwyższej pełnej skali. To ostatnie rozkładałem na trzy lata. Rezerwy te miały starczyć do 1 stycznia 1927 r. Skutkiem nieurodzaju i wojny celnej z Niemcami starczyły one do l października 1925 r., a więc 2 razy krócej niż przewidywałem. (...) |
||||
| © 2004 www. |
|||||